niedziela, 24 sierpnia 2014

Wakacje 2014- Grecja, Zakinthos, Laganas

Hej znacie mnie jeszcze?:) podejrzewam, że już część z was zapomniała że taki blog jak mój istnieje. Dziś jestem i przygotowałam dla was kilka zdjęć z mojego pobytu w Grecji. Jestem do dziś zauroczona tym miejscem, krajobrazami, ludźmi, atmosferą i mimo tego, że byłoby się do czego przyczepić ja zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i do dziś nie mogę uwierzyć, że to tak szybko zleciało.
Pierwszą kwestią którą chce poruszyć to lot samolotem, od tego wszystko się zaczęło. Był to mój pierwszy lot i jak widać przeżyłam bo nic strasznego w tym nie ma a widoki za okienkami wynagradzają wszystko. Lot trwał ok.2 godzin i zleciał mi bardzo szybko i dosyć przyjemnie.
Lądowanie w Grecji, odbiór walizek i podróż do hotelu. Szczerze wam powiem, że obserwując okolice byłam w lekkim szoku widząc opuszczone budynki, podwórka, stosy gruzu i śmieci myślę sobie" jak to, tu nikt nie mieszka? co tu jest grane?" dojechaliśmy do hotelu i poczułam, że jestem w raju. Pośród małych, skromnych hoteli jakie mijałam nasz hotel Gardelli wyglądał niczym pałac. Był to hotel który doradziła nam Pani w biurze podróży Grecos (z którego wykupiliśmy wycieczkę). Jest to nowo odbudowany hotel z widokiem na morze, dwoma basenami, restauracją i prywatną plażą. Stoje przed hotelem patrze i myślę... żyć nie umierać.Wchodzimy do hotelu wita nas jeden z 4 animatorów grecosa którzy umilali nam czas i dbali o to byśmy się tam nie nudzili (jak dla mnie takie animacje przy hotelu to ogromny plus). Oczom moim ukazuję się piękne lobby, wnętrze hotelu i taras z widokiem na morze. Zabraliśmy swoje walizki poszliśmy do pięknych pokoi, ale zaraz na obczaj hotelu. Hotel zlokalizowany jest w takiej okolicy, że młodzi ludzie na pewno się tam nudzić nie będą. 50 m od sklepu i niedużo więcej od głównej ulicy na której tyyyle się działo, impreza na imprezie a to dla nas młodych wczasowiczów raj. Ale ogromnym plusem było to, że tuż przy hotelu była cisza i spokój. Do jedynej rzeczy której mogłabym się przyczepić to jedzenie i drink bar w hotelu. Fakt, że nie zawsze jedzonko było niedobre ale fakt, że non stop widziałam frytki, spaghetti i parówki trochę osłabił pozycję hotelu. Drink bar..hmm jak każdego dnia widziałam te same drinki pomyślałam, że lód, wódka, syrop i sok to chyba nie jest zbyt pokaźny drink. Wiecie, wyobrażałam sobie, że drinki w takich hotelach to fajne trzy-kolorowe koktajle przystrojone owocami, palemkami itd. no nie, niestety w gardelli tego nie ujrzycie. Takie drinki natomiast mogliśmy zobaczyć w miejscowych klubach. Tam to są kluby:D głownie chodziliśmy do dwóch największych Rescue i Zeros. Muzyka nie z tej ziemi...nogi same chodziły, barmani robili takie show, że momentalnie wkręcali w zabawę. Chciałabym wam opowiedzieć wszystko, ale musiałabym napisać książkę a i tak myślę, że nikt nie doczytał posta do końca. Także czas skończyć tą opowieść i pokazać trochę zdjęć. A już w następnym tygodniu pokaże wam kolejne fotki i kolejne opowieści. Będzie ciekawie!